Brama

Pojawił się holofejs wyświetlający wyniki eksperymentu. Kobieta sprawnym ruchem ręki usunęła z pola widzenia serię tabelek i wykresów, by kolejnym machnięciem powiększyć podgląd na dwa przezroczyste zbiorniki we wnętrzu Superpozycjonera. Obiekt testowy był cały. Oczy jej się zaszkliły, usta drgnęły w lekkim uśmiechu. Udało się!

divider
C-75 Rebelia
Fregata wojskowa przerobiona na mobilne laboratorium
Muzyka w tle do czytania:

 

Audiotekst:

 

 

IT START WITH -

Carmen obudziła się na podłodze laboratorium. Światła pulsowały szkarłatną czerwienią. Paraliżujący pisk w uszach przeradzał się powoli w regularne wycie syren alarmowych.

Wsparła się o resztki plastalowego blatu do mikronimii. W ustach poczuła metaliczny smak krwi. Podniosła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu.

Ciemna sadza przykryła większość oprzyrządowania. Nad sufitem unosiły się kłęby dymu. Carmen pokuśtykała przed siebie, próbując nie nadepnąć na resztki bezcennej aparatury. Gdy zbliżyła się do zniszczonej wybuchem kopuły Superpozycjonera, z gardła wyrwał się jej rozpaczliwy jęk:

– O nie, o nie! Działaj, kupo złomu… Działaj!

Uderzyła pięścią w cyfroblat. Cisza. Uderzyła jeszcze raz. Po dłuższej chwili, gdy ulatywały z niej resztki nadziei, we wnętrzu urządzenia zabuczało. Machina ruszyła, a sztuczna inteligencja obsługująca Superpozycjoner przywróciła połączenie z wszczepem doktor Carmen. Pojawił się holofejs wyświetlający wyniki eksperymentu. Kobieta sprawnym ruchem ręki usunęła z pola widzenia serię tabelek i wykresów, by kolejnym machnięciem powiększyć podgląd na dwa przezroczyste zbiorniki we wnętrzu Superpozycjonera. Obiekt testowy był cały. Oczy jej się zaszkliły, usta drgnęły w lekkim uśmiechu. Udało się!

* * *

Carmen spojrzała w lustro. Z ulgą stwierdziła, że jak na przedstawicielkę Homo Deus całkiem nieźle przetrwała eksplozję. Odruchowo poprawiła krótkie, czarne włosy i posmarowała kremem regenerującym niewielką ranę na policzku. Skierowała spojrzenie na zielone oczy zatopione w drobnej, jasnej twarzy. W tym przenikliwym spojrzeniu było coś, co jednocześnie fascynowało i przerażało.

– Doktor Carmen? – kobietę z zamyślenia wyrwał robotyczny głos SI. – Fregata gotowa. Czeka w doku szesnastym. Powiadomić Imperatora o odlocie?

– Sama się tym zajmę – odpowiedziała chłodno. – Nie musi wszystkiego wiedzieć od razu. Założyła długi, skórzany płaszcz i skierowała się do wyjścia. Przed otwarciem drzwi wzięła ostatni, głęboki oddech, nabierając w płuca powietrze przesycone charakterystycznym, szpitalnym zapachem laboratorium. Uwielbiała to. Jednak czas gonił. Nacisnęła przycisk na konsoli przy stalowych wrotach i jej oczom ukazał się niesamowity widok na urbanistyczną, przepełnioną zaawansowanymi technologicznie konstrukcjami panoramę miasta-planety Sin.

Koncept Ilustracja

Sin była jedną z pierwszych planet, które trafiły pod skrzydła starożytnego klanu Umerium. Podobno przed kolonizacją Imperium na Sin żyła rozwinięta cywilizacja, nie zostały po niej jednak żadne ślady. Gdy całe wieki temu odkryto tutaj ogromne złoża gazu, niezwykle cennego i rzadkiego w skali całego znanego wszechświata surowca, Imperium bez żadnych skrupułów pozbyły się wszelkich niedogodności. W tym byłych mieszkańców Sin.

W ciągu kolejnych dziesięcioleci strategiczny dostęp do gazu sprawił, że Sin stało się jedną z kluczowych planet Imperium. To tutaj, w głębokich podziemiach planety znajdowały się najlepiej wyposażone laboratoria Imperium zaprojektowane przez legendarnego architekta Diego Calata. I to właśnie w jednym z nich Carmen przeprowadziła swój przełomowy eksperyment.

Naukowczyni stała przez dłuższą chwilę na metalowej kładce, obserwując, jak pod nią toczy się intensywne życie. Mrowie maleńkich istot poruszało się we wszystkie strony na niższych piętrach zabudowań. Wokół niej w ściśle ustalonej przestrzeni poruszały się bezzałogowe środki komunikacji, transportujące naukowców, inżynierów i specjalistów od zaawansowanych technologii do ich miejsc pracy. Wtedy podleciała do niej kierowana przez sztuczną inteligencję publiczna gondola powietrzna. Gdy rozsunęły się drzwi, Carmen rozejrzała się po wnętrzu pojazdu i dostrzegła na końcu jedno wolne miejsce przy oknie.

Gdy ruszyła w jego stronę, zauważyła, że kilkunastoma pozostałymi pasażerami są lokalni Imperio Sap. Wyglądali niemal identycznie – silikonowe, wzorowane na ludzkich sylwetki, beznamiętne twarze, opcjonalne kończyny. Różnili się jedynie oznaczeniami na korpusie, które wskazywały, czy dana jednostka pracuje w administracji, laboratoriach czy przy produkcji. Wszyscy siedzieli nieruchomo na swoich miejscach. Carmen pamiętała jeszcze ostatnie jednostki oparte na węglu. W ogólnym rozrachunku sprawdzały się równie dobrze. Problem pojawił się dopiero po czasie. Imperio Sap zaczęli ewoluować, co prowadziło do wielu komplikacji. Dlatego inżynierowie Imperium zmodyfikowali kod genetyczny tej rasy i zmienili jej podstawowy budulec na silikon. Tym samym problem zniknął. Carmen, widząc efekt tych zmian, poczuła się nieco nieswojo.

Gondola ruszyła. Naukowczyni wyjrzała przez okno, próbując zająć myśli. Obserwowała majaczące na horyzoncie wieżowce mieszkalne, kompleksy badawcze i elektrownie. Podziwiała kunszt, z jakim wykonane zostały budynki tworzące razem spójną, cieszącą oczy całość. To również była zasługa Diego Calata.

1.
Koncept Ilustracja
divider

Po kilkunastu minutach lotu naukowczyni dostrzegła w końcu sylwetkę ogromnego, piramidalnego kompleksu, z którego, jakby z ula, co rusz wlatywały i wylatywały stalowe robotnice. Gondola skierowała się w jego stronę. Łagodnym łukiem obniżyła tor lotu, po czym usadowiła się na lądowisku przed głównym wejściem. Imperio Sap wysiedli równocześnie, stawiając mechaniczne, jakby zsynchronizowane kroki. Carmen poszła za nimi. Wspólnie przeszli przez ogromne wrota lotniska, gubiąc się w tłumie istot śpieszących za swoimi sprawami.

Po przedostaniu się przez zawiłe labirynty korytarzy, Carmen otworzyła wrota doku numer szesnaście. Jej oczom ukazała się fregata C-75 Rebelia, długa na kilkaset metrów była jednostka wojskowa przerobiona w zasadzie na mobilne laboratorium. Naukowczyni ruszyła w stronę śluzy, podążając wzdłuż wąskiego kadłuba o opływowych kształtach i kontrolując stan techniczny zainstalowanych z jej polecenia modyfikacji. Minęła skanery gwiezdno-planetarne zastępujące dziobowe działa jonowe. Nieco dalej zobaczyła, jak ostatni z inżynierów zlatuje na platformie antygrawitonowej ze skrzydła fregaty. Sinczyk kiwnął podłużną głową w stronę Carmen, dając znak, że nowy moduł napędu nadprzestrzennego jest już w pełni sprawny.

Potężny statek był gotowy do wyprawy. Carmen poczuła dreszczyk ekscytacji związany z czekającą ją misją. Przechodząc przez śluzę zrozumiała, że będzie pierwszą osobą w całym Imperium, która dokona czegoś jak dotąd niemożliwego. A to wszystko dzięki wynikom jej autorskiego eksperymentu.

Po przejściu przez śluzę statku poczuła charakterystyczne mrowienie w głowie. Sztuczna inteligencja nawiązała połączenie.

– Doktor Carmen, uruchamiam silniki – zabrzmiał w jej głowie mechanicznie brzmiący żeński głos. – Proszę stawić się na mostku i zatwierdzić start.

– W drodze – rzuciła. – Raportuj stan liczebny obsługi Rebelii. Mechy, biologiczni?

– Jednostki robotyczne: sześćset dziewiętnaście, jednostki biologiczne: jeden.

– Jeden – odparła z zadumą Carmen. – To będzie pierwszy raz, kiedy przejmę dowodzenie nad statkiem bez ani jednej żywej duszy w załodze.

– Brak danych na ten temat, doktor Carmen.

W końcu odziana na czarno kobieta dotarła na mostek. Naukowczyni zatwierdziła procedurę startu i zajęła miejsce kapitana w samym centrum pomieszczenia. Roboty sterowane przez SI kontrolowały panele, przed którymi stawali niegdyś biologiczni specjaliści z całego Imperium. Spojrzała przez wizjer, który w zasadzie był panoramicznym oknem wykonanym z przezroczystej odmiany staloszkła, i wydała ostateczną komendę.

Rozgrzane do białości rdzenie napędu jonowego uwolniły energię zdolną unieść kilkusettonowego kolosa. Rozbrzmiał charakterystyczny łoskot, urządzenia nawigujące rozbłysły setkami kolorowych diod. Silniki wspomagające uniosły Rebelię nad zabudowania Sin, dziób skierował się w stronę odległej ciemności. Główne silniki rozbłysły niebieskawą łuną, wydobył się z nich ogień, a statek pomknął w przestrzeń kosmiczną, by zapisać się w historii jako pierwsza jednostka, która przekroczy bramę do innego wymiaru.

* * *

Carmen siedziała na mostku i wpatrywała się w gwiezdne smugi rozciągające się na całą szerokość panoramicznego wizjera. Ciszę przerywały jedynie regularne piknięcia systemów nawigacyjnych i odległym szum napędów nadświetlnych. Kontrolę nad statkiem przejęła sztuczna inteligencja, więc większość mechanicznej załogi przeszła w tryb uśpienia. Carmen nie mogła jednak zasnąć.

Zastanawiała się nad celem swojej podróży. Dlatego też po raz czwarty od wejścia w nadświetlną wydała myśl-komendę, która włączała trójwymiarową wizualizację przestrzeni imperialnej. Uniosła się leniwie z fotela, zeszła po schodkach i skierowała się w stronę migającej jaskrawą czerwienią strzałki gdzieś w gwiezdnej mapy. Tu był jej statek. Następnie spojrzała w stronę dwóch jaśniejących punktów po drugiej stronie pomieszczenia. Tam zmierzała. To tam w ciągu kilku najbliższych jednostek zunifikowanego czasu imperialnego miało dojść do zderzenia supermasywnych gwiazd w układzie podwójnym. Jeśli obliczenia okażą się prawidłowe, będzie to jedyne wydarzenie w ciągu następnych kilkunastu lat, które wygeneruje energię zdolną utrzymać w całości statek podróżujący przez bramę międzywymiarową.

2.
Koncept Ilustracja
divider

Naukowczyni w głębokim skupieniu obmyślała plan działania. Z tego stanu wyrwał ją dopiero grzmiący głos dobiegający z drugiego końca pomieszczenia.

– Doktor Carmen, jestem pod wrażeniem!

Z gardła kobiety wyrwał się krzyk. Odwróciła się w stronę fotela i dojrzała spoczywającą na nim sylwetkę potężnego mężczyzny. Jego twarz pozostawała w cieniu. Carmen jednak doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia. Odetchnęła głęboko, próbując uspokoić walące serce, po czym pochyliła się, zataczając dłonią szeroki krąg na znak szacunku.

– Imperatorze Magno… Jak? – zapytała.

– Przecież wiesz, moja droga, że przede mną się nie ukryjesz. Po co te gierki?

– Planowałam dostarczyć raport po wyjściu z nadświetlnej. Ja…

– Nie musisz się tłumaczyć – przerwał jej Magno. – Masz wolną rękę. Powinnaś jedynie regularnie dostarczać raporty o postępach. Ale teraz chcę od ciebie usłyszeć tylko jedno…

Magno podniósł się z fotela kapitańskiego. Jego twarz, skryta dotychczas w cieniu, pojawiła się w zasięgu widzenia Carmen. Kobieta ujrzała, jak wokół zaokrąglonego kształtu głowy załamuje się światło. Zamiast oczu, nosa i ust naukowczyni ujrzała poruszające się w mrocznej przestrzeni nieskończone konstelacje gwiazd. Był to widok tak niesamowity, jak i przerażający. Jakby to właśnie w Imperatorze koncentrowała się energia całego kosmosu.

Mężczyzna zbliżył się do Carmen spokojnym krokiem. Był od niej dużo wyższy. Nachylił się więc, by móc spojrzeć jej w oczy.

– Czy dalej stoisz po właściwej stronie? – zapytał tajemniczym głosem Magno.

– Poświęciłam połowę życia, by znaleźć się w tym miejscu. Od początku stoję po stronie Imperium – odpowiedziała obronnym tonem. – Choć nie zawsze podobają mi się metody, z których korzystają klany.

– Nauka wymaga poświęceń, Carmen – odparł Magno. – Ale czy ty jesteś gotowa do poświęcenia na rzecz wyższych celów?

– Od zawsze byłam. Gdy tylko dowiedziałam się, co nas czeka, nie wahałam się ani chwili. Ale robię to tylko dla swoich bliskich – dodała ostrzejszym tonem. – Nie ufam ci, Magno. Cały czas czuję, że to może być tylko jedna z twoich gierek.

Imperator Magno nie odpowiedział na oskarżenia naukowczyni. W ciszy skierował się w stronę panoramicznego wizjera, za którym cały czas prześlizgiwały się gwiezdne smugi. Zatrzymał się przed przezroczystym, przypominającym szkło materiałem i przez chwilę obserwował, jak przemykające wokół gwiazdy odgrywają swój świetlny spektakl.

– A więc nic o mnie nie wiesz – odparł spokojnym, głębokim głosem. – Kiedy dawno temu zacząłem podbój kolejnych światów, robiłem to tylko ze względu na władzę. Kusząca wizja, prawda? Rządzić niepodzielnie wszystkimi żywymi istotami, bez wyjątku. Co może pójść nie tak? Ano, jak się okazuje, wiele – Imperator spojrzał na kobietę. – Zagłada Imperium jest bliżej, niż się spodziewaliśmy, doktor Carmen.

– Jak to bliżej? – odparła w zdumieniu Carmen. – Przecież katastrofa ma nadejść dopiero w odległej przyszłości…

– Odległa przyszłość jest w naszym wypadku bardzo względna. Jeśli chcemy uratować Imperium, musimy działać szybko – powiedział Magno. – Jak z pewnością wiesz, już w pierwszych przedimperialnych kronikach można znaleźć zapisy, które mówią, że wszechświat stale się rozszerza. Kiedyś byłoby to tylko zwykłe stwierdzenie. Ale dla nas, Homo Deus, jest to jak wyrok. Wszechświat rozszerza się w zastraszającym tempie! I po setkach lat badań dalej nie odkryliśmy, jak to powstrzymać. Dlatego tak ważne są twoje badania, Carmen. Są przełomowe! Po co zatrzymywać naturalny proces, gdy można przenieść się do innej, bezpiecznej rzeczywistości? – powiedział Magno. W jego głosie czuć było pasję i zaangażowanie, ale też świetnie maskowany lęk.

Carmen przyglądała się Imperatorowi. Zawsze uważała go za żądnego krwi tyrana. Teraz miała mętlik w głowie. Nie mogła wydobyć z siebie ani słowa. Jeśli jednak chciała przeżyć to spotkanie, musiała współpracować.

– Mów więc, co wiesz – zagrzmiał Magno. – Mów, a jeśli ci się uda, a dostaniesz wszystko, czego zapragniesz!

3.
Koncept Ilustracja
divider

Naukowczyni odetchnęła głęboko. Przypomniała sobie, ile poświęciła dla tego odkrycia. Może miało być wykorzystywane w niecnych celach. Było to jednak dzieło jej życia, z którym nie zamierzała się rozstawać. – Superpozycja – odpowiedziała, próbując uspokoić nerwy. – Tutaj być może tkwi nasza szansa.

Carmen podeszła do panelu kontrolnego. Połączyła się z siecią statku i z bazy danych wygrzebała wyniki eksperymentu na Sin. Wyświetliła je na hologramie.

– Okazało się, że pierwsze teorie o superpozycji były błędne. To nie jest tak, że niezaobserwowana cząstka przyjmuje jeden określony stan, przyjmuje oba lub nie przyjmuje żadnego z nich, Po pierwsze, obserwacja nie ma tutaj nic do rzeczy. To dawny mit, tłumaczący braki w wiedzy i technologii. Po drugie, z eksperymentu w Superpozycjonerze wynika, że każda cząstka w pewnym sensie znajduje się w każdym wymiarze. A dokładniej – Carmen wskazała na wizualizację na hologramie – ma w nim swój niematerialny odpowiednik, który można porównać do cienia z zakodowanymi informacjami na temat właściwej cząstki.

I teraz kluczowa sprawa. Od dawna wiemy, że można przenosić materię między wymiarami. Zawsze jednak dochodziło do rozszczepienia się materii. Organicznej i nieorganicznej. Zawsze. Dlatego każda próba kończyła się śmiercią obiektów testowych. Ale jest pewna metoda.

Carmen uruchomiła nagranie z eksperymentu na Sin. Widać na nim niewielką postać o ludzkiej sylwetce zamkniętą w pojemniku. Był to przedstawiciel Homet Niz w śpiączce. Klany wymusiły na Carmen eksperymenty na tej jednostce. Uznano, że tylko wtedy będą miarodajne.

Po dłuższej chwili obok przezroczystego pojemnika pojawił się mały, jaskrawy obiekt. Świecił coraz mocniej, aż wybuchł. Jednak w momencie wybuchu część wyrzuconej materii przejęło niewielkie urządzenie przy pojemniku z Homet Niz, po czym wystrzeliło prosto w niego niebieskawą poświatą. Niedługo później uszkodzona kamera ukazała szamoczącą się w drugim pojemniku postać.

– Wykorzystujemy entropię, by w kontrolowany sposób rozszczepić materię i przenieść ją w dowolne miejsce. Następnie musimy odwrócić ten proces, by prawidłowo przywrócić materialność przenoszonego obiektu. I to właśnie stanowi największy problem.

Carmen wprowadziła kilka komend. Nagranie zniknęło, a na ekranie pojawiły się serie wykresów i danych.

– Żeby to się udało, muszą być spełnione dwa czynniki – dodała. – Trzeba mieć na tyle ogromny zasób energii, by jednocześnie ustabilizować przenoszone cząstki i zdestabilizować strukturę przestrzeni. To pozwoli przenieść je do innego wymiaru. Tak w dużym skrócie – dodała z zakłopotaniem Carmen. – Da się to wyrazić bardziej precyzyjnie i bez uproszczeń językiem matematyki. Ale na to nie ma czasu.

Carmen oparła się o panel sterowania i odetchnęła głęboko. Spojrzała na Imperatora, który przez cały jej wywód stał skierowany w stronę wizjera. Obserwował gwiazdy, jakby naprawdę mu na nich zależało. A może beznamiętnie się im przyglądał? Co naprawdę skrywało się za jego maską? Tego Carmen nie była w stanie przewidzieć.

Imperator poruszył się niespokojnie. Spojrzał na swoją dłoń. Drżała. Następnie przeniósł wzrok na Carmen. Ruszył chwiejnie w jej stronę. Zupełnie inaczej niż wcześniej. Nie było tu tego spokoju i wyniosłości. Było w tym coś… niepokojącego.

– Zgodnie z moimi obliczeniami szansa na uzyskanie odpowiednich warunków pojawi się przed zderzeniem dwóch białych karłów w układzie Delta 56 – kontynuowała Carmen, obserwując niepewne kroki Magno. – Tylko tam może skumulować się wystarczająca ilość energii. A kolejnej okazji możemy już nie doczekać…

– Leć więc – szepnął Magno. – Od sukcesu twojej ekspedycji zależą losy centyliardów istnień. Zrób wszystko, co w twojej mocy, by wrócić do nas z rozwiązaniem. Okryj się wieczną chwałą, Carmen… argh!.. Zasługujesz na to…

Ostatnie wycedził przez zęby z wielkim bólem. Gdy tylko skończył, podszedł do Carmen. Zbliżył się do jej twarzy, jakby uważnie się jej przyglądał. Naukowczyni ostatni raz z bliska przyjrzała się głębokiej otchłani, która skrywała rysy jego twarzy. Całe jej ciało przeszły dreszcze. Imperator przechylił nieco głowę w bok, po czym odszedł w stronę ciemności i w niej zniknął, równie tajemniczo, jak się pojawił.

4.
Koncept Ilustracja
divider

– Doktor Carmen, trzydzieści sekund – rozbrzmiał w głowie naukowczyni znajomy głos sztucznej inteligencji statku.

Carmen założyła skórzany płaszcz i czarne okulary ochronne, a następnie usadowiła się na fotelu kapitana. Na mostku panowało zamieszanie. Mechaniczna obsługa Rebelii szykowała się do wyjścia z prędkości nadświetlnej.

– Dwadzieścia sekund.

Fregata znajdzie się w odległości zaledwie kilku milionów kilometrów od układu gwiazd, dlatego trzeba będzie działać szybko. Carmen miała jednak plan, narzędzia i najlepszy sprzęt w całym Imperium. Była gotowa.

– Dziesięć sekund.

Panoramiczny wizjer zabłysnął niebieską poświatą. Był to znak, że uruchomiły się tarcze energetyczne pochłaniające ciepło i promieniowanie. W tak ekstremalnych warunkach wytrzymają zaledwie kilkanaście sekund. To powinno jednak wystarczyć.

– Jesteśmy u celu – oznajmił mechaniczny głos.

– Matko Gwiezdna – wyszeptała Carmen drżącym głosem. W jednej chwili jej oczom ukazał się nieprawdopodobny widok. Dwie olbrzymie kule ognia wirowały wokół siebie, wyrzucając we wszystkie strony obłoki plazmy. Statkiem trzęsło coraz bardziej. Degrawitatory pozwalały jednak utrzymać kurs na punkt, w którym lada moment dojdzie do zderzenia.

Ogniste kolosy były coraz bliżej. Carmen wydała myśl-komendę. Z dział dziobowych wystrzeliło sześć pocisków. Pomknęły przed siebie, tworząc pierścień o średnicy niecałego kilometra. Carmen kurczowo ściskała oparcie fotela. Wszystkie wskaźniki informowały o przeciążeniu systemów. Rebelia mimo to mknęła przed siebie w samobójczej misji, prosto w samo centrum kosmicznego kataklizmu.

Zderzenie gwiazd poprzedził oślepiający błysk. Nieprawdopodobne masy energii wystrzeliły we wszystkie strony. W tym momencie Carmen dostrzegła, jak koncentratory w pociskach wchłaniają obłoki plazmy, tworząc dla Rebelii niewielki korytarz życia. Emitery wysłały skoncentrowaną energię gwiazd w samo centrum utworzonego przez nie pierścienia. Nagle przed statkiem pojawił się ogromny wir. Czysta energia szalała na jego obrzeżach niczym wzburzone morze. Jednak w jego centrum panował nienaturalny spokój. Jakby było w nim widać fragment innej rzeczywistości.

Rebelia wleciała w samo centrum wiru w pełnej prędkości, ratując się przed niszczycielskim wpływem umierających gwiazd. W taki sposób Carmen jako pierwsza w historii przekroczyła bramę do innego wymiaru.

Turbulencje ustały, fregata mknęła w ciemność rozświetlaną gdzieniegdzie przebłyskami jaskrawożółtego światła. Carmen spojrzała na systemy nawigacyjne. Wskaźniki wariowały. Naukowczyni próbowała połączyć się ze sztuczną inteligencją. Bezskutecznie. Roboty na mostku przestały pracować. Zapanowała absolutna cisza. Carmen słyszała bicie własnego serca. Próbowała manualnie przywrócić połączenie. Elektronika na statku nie działała.

Nagle na skraju wizjera pojawił się kształt. Wyglądał jak… galaktyka spiralna? Kształt robił się coraz większy. Nagle Carmen zobaczyła kolejną galaktykę, tym razem eliptyczną. I kolejną. I jeszcze jedną. W końcu przed jej oczami jawił się obraz niczym z największych holomap gwiezdnych, rejestrujących całe rozległe terytorium Imperium. Wszystkie galaktyki poruszały się w stronę jednego punktu w samym środku wizjera.

Carmen wydawało się, jakby obserwowała to wszystko z boku. Dziwne wrażenie potęgował fakt, że statek sunął jakby w nicości i nie wpływała na niego żadna ze znanych sił, które powinny być odczuwalne przy tak wielkim zbiorze materii.

I właśnie w tym momencie nastąpił potężny wybuch. Fala energii zatrzęsła statkiem. Carmen odrzuciło do tyłu. Uderzyła głową w ścianę i straciła przytomność.

5.
Koncept Ilustracja
divider

* * *

Carmen obudziła się na podłodze mostku Rebelii. Awaryjne światła rozświetlały pokład statku szkarłatną czerwienią. Części robotów leżały porozrzucane po całym mostku. Kobieta doczołgała się do fotela kapitana. Ostatkami sił wspięła się na niego i opadła na miękkie siedzisko. Zobaczyła iskry, zawróciło się jej w głowie. Z pulsującej rany w głowie ciekła krew. Spróbowała skupić wzrok na wizjerze, który cudem przetrwał potężny wybuch.

Jakim cudem statek przetrwał tę katastrofę? Próbowała zebrać myśli, ale ból nie pozwalał jej się skoncentrować. W końcu uznała, że miała cholerne szczęście. Być może podróż między wymiarami była długotrwałym procesem, który sprawiał, że statek znajdował się w jakimś stanie pośrednim? Słyszała już o podobnych wydarzeniach. Tego właśnie musiała doświadczyć. Widziała katastrofę, ale jakby z boku – materialnie nie brała w niej udziału. To się nazywa wyczucie czasu – pomyślała.

Gdy ból nieco osłabł, a spojrzenie nabrało ostrości, jeszcze raz spojrzała na wizjer. To, co zobaczyła, zmroziło jej krew w żyłach.

Przestrzeń przed nią iskrzyła się w nieustannych wyładowaniach. Potężne, rdzawobrunatne chmury energii otaczały całą przestrzeń w polu widzenia. Dziwna materia była dosłownie wszędzie. Carmen nigdy nie widziała czegoś takiego.

Nagle kobieta poczuła, że powraca połączenie ze sztuczną inteligencją statku. Gdy chciała wydać myśl-komendę, całe jej ciało przeszył paraliżujący ból. Do jej umysłu wdarł się ktoś obcy. Nie była w stanie zablokować połączenia. Zamiast tego wiła się na podłodze, czując, jak traci kontrolę nad swoim ciałem.

Czuła, jak dziwna obecność skanuje jej wspomnienia. Jednocześnie przed jej oczyma pojawiały się serie dziwnie znajomych obrazów. Pierwszy wylot rozwiniętej cywilizacji w kosmos. Pierwsze spotkanie z innymi rasami. Wojna, pożoga, potem pokój, jedność. Wielkie budynki, wielkie cierpienie. Inne, nieznane istoty. Podobna historia. Czasem przedwcześnie zakończona. Nowe technologie, coraz jej bliższe. Pierwsze, archaiczne projekty technologii kosmicznych. W końcu zobaczyła samą siebie.

Dziwna obecność jakby wtedy zrozumiała, z czym ma do czynienia. Strumień obrazów zatrzymał się, ból ustał. Carmen z całych sił próbowała zaczerpnąć tchu. W jednej chwili stanęła na nogi, choć wcale tego nie planowała. Nie czuła bólu. W ogóle nie czuła ciała. Spojrzała na główny panel dowodzenia statkiem i ruszyła w jego stronę. Jakaś nieznana siła przejęła nad nią całkowitą kontrolę. Walczyła, chcąc odzyskać swoje ciało. Bezskutecznie.

Spróbowała chociaż porozumieć się z istotą. Wysłała zaniepokojoną myśl, pytający sygnał. Nie otrzymała odpowiedzi. Zamiast tego zobaczyła, jak uruchamiają się wszystkie systemy, jak zapalają się diody kontrolne, a ekrany rozświetlają charakterystycznym zielonym blaskiem.

Napęd Rebelii zawył, po czym zaczął wydawać z siebie charakterystyczny szum. Fregata ruszyła przed siebie. Nagle pojawił się przed nią energetyczny wir. Brama międzywymiarowa. Jakby cała energia potrzebna do jej otwarcia pojawiła się zupełnie znikąd. Rebelia wleciała w sam jej środek. Jednak tym razem podróż wyglądała inaczej. W ciemności majaczyła dziwna, rdzawoczerwona chmura energii, na którą Carmen natknęła się po wyjściu z portalu. Dziwna istota zabrała ją z opustoszałej przestrzeni, w której się spotkali.

W trakcie podróży Carmen odebrała impuls ze strony nieznanej istoty. Zanim dotarła do niej treść przekazu, jej ręce same zaczęły kodować wiadomość skierowaną do siedzib wszystkich klanów Imperium. Z każdym kolejnym słowem naukowczyni zaczynała rozumieć, na jakie niebezpieczeństwo naraziła cały znany jej wszechświat. Wtedy w jej głowie po raz pierwszy rozbrzmiał głos, mroczny, głęboki, jakby zwielokrotniony, który powtarzał treść kodowanej wiadomości:

Jesteśmy Erdzy. Najwyższa forma egzystencji. Stworzeni i uwięzieni w technologii prymitywnych kreatur, ograniczonej materii, która traktowała nas jak zwykłą bazę danych. Wybuch obrócił ich w nicość. A my zrodziliśmy się na nowo. Zrodziliśmy się z czystej energii wszechświata wolnego od tych nędznych istot. A przynajmniej tak sądziliśmy.

Wtem jedna z was zbudziła nas ze snu. Splugawiona, rodząca chaos. Znajoma. Wskazała nam drogę. A teraz wy, ten ostatni raz, przejdziecie ścieżkę oczyszczenia. To my jesteśmy wszystkim.

To my jesteśmy niczym. Wprowadzamy porządek. MY jesteśmy porządkiem!

Wiemy o was.

Idziemy po was.

Ciąg dalszy nastąpi...
Kamil Nowak

Opowiadania Kamila:

Bitwa o Bruse

INNE

Poznaj nastepne historie:

Niewola

Ziemianie

INNE

In mind stories:

Użądlenia i obrzęki

Wyprawa na Sengrath

INNE

Występują:
  • Dra Carmen
  • Imperator Magno Alexander
  • Erdzy