Niewola
Przerażone szepty szybko zamieniły się w rozżalone zawodzenie i rozpaczliwe krzyki, które rozdarłyby każde wrażliwe serce

CORSO Lokalizacja: - Galaktyka Gerrsen - 7 ksiezycow - Uklad gwiezdny Enormus z 9 planetami - gwiazda Enormus
Muzyka w tle do czytania:
Audiotekst:
ZACZYNA SIĘ OD -
Generał Bortus Vispanius Scipio był jednak bezduszny, zupełnie jak tribuum, którym dowodził.
Głuchy na wszelkie błagania o litość i próby złożenia broni, które jedynie potęgowały kierującą nim żądzę krwi, nie akceptował polubownych rozwiązań. Nie istniało dla niego pojęcie „odwrotu”. Jego bezlitosne rozkazy przebijały się przez skowyt kolejnych osieracanych dzieci i wdowiejących kobiet. Instrukcje były jasne: wymordować wszystkich mężczyzn. Co do jednego. Nie zważając na wiek czy zdolność do walki. Zabić, spalić, zniszczyć. Niech cierpią. Niech wiedzą, że przegrali. W rzeczywistości nad Corso dopiero wstawał blady świt. Diva rozbudzona przez łamiące serce wspomnienia nie spała już od dłuższej chwili. Mimo upływu lat te sceny wciąż nie blakły. Co noc przeżywała je na nowo. Co noc żałowała, że nie zginęła śmiercią wojowniczki, którą przecież była. Co noc w duchu opłakiwała każde bezsensownie odebrane życie.
Gdy tamtego wieczoru generał Bortus pojawił się na czele swojej świty u bram ich wioski, od razu wiedzieli, że przegrali. To nie był pierwszy taki najazd wojsk działających na rozkaz przywódcy najsilniejszego na planecie tribuum, który zwał się Marco Gnaeus Imperius. Zamieszkiwali tę samą planetę, a jednak tak diametralnie się od siebie różnili. Mimo bycia wojowniczką Diva brzydziła się bezsensowną przemocą i nadmierną agresją, którym z kolei hołdował zarówno generał Bortus, jak i jego wódz. Dla nich większa ilość przelanej krwi oznaczała bardziej wyraziste zwycięstwo. Dla niej jedynie bezmyślną demonstrację siły.

Ilustracja koncept

Siedząc na twardej pryczy i opierając się o zimną ścianę, nie raz przypominała sobie ostatnie minuty poprzedzające największą rzeź, jaką widziała w swoim młodym życiu. Akurat znajdowała się poza główną wioską, gdy wszystko się zaczęło. Od kilku godzin korzystała z pięknej pogody, ponieważ ojciec tego dnia wyjątkowo pozwolił jej opuścić treningi i zajęcia, którym zawsze oddawała się z pełnym zaangażowaniem. Jako córka inteligentnego i szanowanego wodza musiała świecić przykładem dla innych. Wbrew pozorom mimo swojej wysokiej pozycji i dużych wymagań ojciec nigdy do niczego jej nie przymuszał, sama chciała iść w jego ślady. Pragnęła być wojowniczką nie tylko z krwi i kości, lecz również z serca – serca, które zawsze biło miłością do tribuum. Również tamtego wieczoru beztrosko łapiąc ostatnie ciepłe promienie, które gwiazda Enormus posyłała w stronę Corso, zastanawiała się, jak poprawić bezpieczeństwo swojego ludu. Jak zapewnić mu spokój, na który przecież zasługiwał. Nigdy nikomu nie zawadzali, żyli z dala od największych miast. Od strzelistych, ogromnych budynków woleli towarzystwo natury. Kryli się w niewielkich chatkach między drzewami, codziennie wybierali się nad pobliski zbiornik wodny, z którego wyławiali ogromne ryby. Zazwyczaj potrzebnych było kilku rosłych mężczyzn, by wyciągnąć jakiś okaz na powierzchnię. Nigdy jednak nie łowili więcej, niż byliby w stanie zjeść. Byli wdzięczni za każde stworzenie i nie zabijali żadnego, jeśli nie było to konieczne. Mimo umiłowania natury nie spędzali całych dni, dumając nad wodą czy wygrzewając się na łące. Większość czasu mijała im na studiowaniu ksiąg, które kiedyś podarował im osobliwie wyglądający karzeł. Niski wzrost nijak nie współgrał z długimi siwymi włosami, brodą i pomarszczoną twarzą. Diva nigdy nie widziała podobnych do niego stworzeń, lecz przeczytała o nich w księdze przyniesionej przez nieznajomego podczas jego ostatniej wizyty we wiosce. Wiele informacji spisanych na kartkach wydawało jej się nieprawdą. Nie potrafiła sobie bowiem wyobrazić, że istnieje tyle różnych planet zamieszkiwanych przez stworzenia tak inne od niej. Jeszcze dziwniejsze było czytanie o skomplikowanej technologii i niejakich artefaktach. W teorii Diva posiadała o nich całkiem sporą wiedzę, lecz w praktyce nawet nie była pewna, czy istnieją.
Teraz już wiedziała, że w księgach było znacznie więcej prawdy, niż początkowo sądziła. Przekonała się o tym wyjątkowo boleśnie, zresztą jak całe jej tribuum. To właśnie z uwagi na opisaną tam technologię musieli w końcu ulec plemieniu Marco, który zamierzał podbić wszystkie tribus na planecie, w ten sposób torując sobie drogę do władzy absolutnej. Chciał mieć całe Corso u swych stóp, a jego tribuum chętnie wykonywało bezduszne rozkazy. Zanim zniszczył życie Divie, zdążył już wybić kilka mniejszych plemion, jednak jej lud zawsze był w stanie stawić skuteczny opór. Dobrze znali swój teren, który zmuszał do podziału wojska kierowane przez generała Bortusa. Potem skutecznie atakowali mniejsze grupki, tym samym dziesiątkując siły wroga, samemu ponosząc niewielkie straty. Przez to generał rzadko kiedy docierał do wioski, zazwyczaj był zmuszony do odwrotu jeszcze podczas przedzierania się przez gęsty las. Odwrotu, którego przecież nie uznawał – przynajmniej nie wtedy, kiedy wygrywał. Ku zaskoczeniu plemienia Divy podczas ostatniego szturmu bez żadnego problemu wybił wszystkich stacjonujących w lesie wojowników, mimo że ci spodziewali się wizyty wroga. Nie spodziewali się jednak, że zamiast mieczów i oszczepów ich przeciwnicy będą dysponować śmiercionośną technologią.
1.

Ilustracja koncept

Otoczona przez nieprzeniknioną ciszę panującą w celi Diva liczyła nowe rany powstałe na jej ciele po wczorajszej chłoście. Obrażenia na plecach zdawały się ziać żywym ogniem, mimo że opierała się teraz o lodowatą ścianę. Jej dłonie trzęsły się, gdy podciągnęła rękaw brudnej szaty, by przyjrzeć się głębokiemu nacięciu na ramieniu. Kilka dni temu nowy strażnik postanowił pokazać, że nadaje się do tej roli. Wczuł się tak bardzo, że teraz przez pulsujący ból Diva wciąż miała duży problem, by ruszyć ręką. Rana już się zasklepiła, ale skóra wokół niej nadal była opuchnięta i czerwona. To wciąż było nic w porównaniu do tego, co przeżyła przez te pięćdziesiąt lat niewoli, a także, co widziała chwilę przed utknięciem w celi. Przemykając pomiędzy drzewami i szukając miejsca, w którym jej siła i umiejętności realnie mogłoby pomóc w rozbiciu oddziału wroga, widziała kilkanaście zwęglonych ciał, mimo że nigdzie nie wybuchł pożar. W powietrzu unosił się odór spalenizny, a ziemia była wilgotna od przelewającej się krwi. Czuła się jak uciekinierka, gdy mijała kolejne korpusy pozbawione głów, a czasem również kończyn. Wszystkie należały do bliskich jej osób. Nie mogła jednak bezmyślnie wyjść z ukrycia i władować się samotnie prosto w ręce dużego oddziału. Martwa albo pojmana nie przyniosłaby żadnego pożytku swojemu ludowi, dlatego też stanęła do walki dopiero blisko wioski. Pojawieniu się wojsk Bortusa u bram towarzyszył oślepiający błysk, który z miejsca pozbawił życia kilku wojowników jej plemienia. Nie mieli pojęcia, co się dzieje, a tym bardziej, jak się bronić, bo jak bronić się przed czymś, co może sprawić, że w ułamku sekundy po prostu padniesz martwy? Mimo tego wszyscy chwycili za oręż i ruszyli na wroga. Diva wściekła rzuciła się biegiem w kierunku samego Bortusa, po drodze odparowując kilka ciosów przeciwników władających klasyczną bronią, którzy co rusz pojawiali się po którejś z jej stron. Jednego ugodziła pod pancerz, drugiemu podcięła nogi, trzeciego niemal pozbawiła ramienia. Wszystko to zrobiła w ułamkach sekund, jednak wciąż niewystarczająco szybko, by dopaść generała, zanim jego wojska dopadną ją.
Diva podniosła się z zimnej pryczy. Od wielu lat jej dni wyglądały dokładnie tak samo. Gdy tylko wstawał świt, budzono ją poprzez uderzanie w szczeble drzwi od celi. Potem strażnik kazał jej odsunąć się pod przeciwległą ścianę i stanąć twarzą do niej. Najpierw odkładał na kamienną posadzkę tacę z jedzeniem, a następnie wchodził w głąb celi i wyciągał zza pasa bicz. Nigdy nawet nie zdążyła policzyć do trzech, a rzemień już ze świstem przecinał powietrze, by skończyć swoją podróż na jej poranionych plecach. Spadał tak raz po raz, co rusz wywołującą kolejną falę bólu natychmiastowo rozchodzącą się po całym jej ciele. Kuliła się na ziemi już po kilku uderzeniach, ale to nie zatrzymywało ręki strażnika. Wciąż bił przed siebie z taką samą siłą, nie raz oprócz pleców raniąc również jej ręce, którymi zakrywała głowę. Śmiał się tylko, gdy płaczliwie błagała o litość. Śmiał się i uderzał jeszcze mocniej, oprócz siniaków powodując również otwarte rany, przez które szary materiał koszuli przyklejał się do pleców. Gdy po kilku godzinach drugi strażnik przychodził przynieść jej obiad, wszystko się powtarzało, ale zanim zaczynał ją chłostać, jeszcze ciągnął za jej szatę. Skrzepy łączące skórę z materiałem boleśnie się odrywały, znów powodując, że po plecach Divy spływały ciepłe strużki krwi.
2.

Ilustracja koncept

Przez te wszystkie lata przewinęło się tutaj wielu strażników, jednak każdy z nich zachowywał się dokładnie tak samo. Ci najnowsi różnili się od poprzednich jedynie zbroją. Kiedyś złożony ze stalowych łusek korpus teraz został zastąpiony segmentowym pancerzem wykonanym ze znacznie trwalszego materiału, który skrzył się, gdy padła na niego nawet odrobinę światła. Naramienniki stały się bardziej zdobne, a peleryny przybrały intensywniejszy odcień czerwieni. Hełmy pewnie też nieco się zmieniły, jednak akurat ich Diva nie widziała od dawna. Strażnicy spacerowali po lochu z odsłoniętymi głowami. Dzisiaj wyjątkowo długo nikt nie pojawił się w drzwiach celi. Mimo braku okna w tej małej klitce Diva wiedziała, że świt wstał już jakiś czas temu. Nieco światła wpadało do pomieszczenia przez wąsko rozstawione pręty w drzwiach. Zbliżyła się do nich wolnym krokiem i zerknęła na szeroki korytarz. Po jasnej posadzce nikt nie chodził, od ścian w kolorze piasku nie odbijało się echo żadnych kroków. Utkwiła wzrok swoich ciemnych oczu w maleńkim oknie umiejscowionym tuż pod wysokim sufitem, przez które widoczne było jedynie nieco gleby. Loch, w którym spędziła większość swojego życia, znajdował się kilka metrów pod ziemią. Diva już nie pamiętała, jak chodzi się gołymi stopami po trawie, jak wdycha się niesiony przez wiatr zapach drzew i kwiatów, jak śpiewają ptaki i jak szybko płynąca w strumieniu woda uderza w skały. Wychodziła czasem na powierzchnię, jednak wcale jej to nie cieszyło. Jeśli już któryś ze strażników prowadził ją do szerokich schodów, to tylko po to, by zabrać ją przed surowe oblicze generała Bortusa. Pech Divy nie sprowadzał się jedynie do tego, że straciła rodzinę, tribuum i wolność – stała się również ulubienicą jednego z głównych sprawców tej krwawej rzezi. To był najgorszy aspekt całej niewoli. Bortus wyraźnie liczył na to, że Diva będzie go zabawiać, a w gruncie rzeczy nie tylko jego. Co jakiś czas pozwalał jej wyjść z celi, a następnie lodowatym głosem kazał jej doprowadzić się do porządku i ubrać się w nową, zdobną suknię. Potem zabierał ją do posiadłości innych ważnych osób z jego plemienia, czasem nawet do samego Marco Gnaeusa Imperiusa. Bynajmniej nie szła tam, by dobrze się bawić. Stanowiła jedynie ładny dodatek do Bortusa, a także atrakcję dla wszystkich zgromadzonych, ponieważ jako niewolnica musiała słuchać poleceń swojego pana. Zazwyczaj kazał jej wykonywać pochwalne pieśni na temat jego dokonań, a także na temat wielkości i siły Marco. Doskonale wiedział, że raniło ją to tak bardzo, jak cielesne maltretowanie. Najgorsze były jednak powroty, ponieważ przed trafieniem do swojej celi najpierw musiała spełnić wszelkie obrzydliwe zachcianki generała.
3.

Ilustracja koncept

Pomysły Bortusa na dręczenie jej wcale się na tym nie kończyły. Na samym początku niemal codziennie osobiście ją chłostał, później na jakiś czas wydał rozkaz, by ją głodzić. Diva jednak i tak nie miała apetytu – dręczyły ją myśli o stracie. Poza tym jałowa papka, którą dawano jej do jedzenia, na początku obrzydzała ją niemal tak bardzo, jak widok generała Bortusa. Wciąż miała przed oczami jego barbarzyńską twarz umazaną we krwi jej bliskich. Po kilku latach niewoli przestało mu to wystarczać, więc dodatkowo spróbował czegoś zupełnie nowego, znacznie bardziej podstępnego. Dał jej to, czego tak bardzo jej brakowało. Osobiście przyniósł do jej celi kilka ksiąg, których nawet nigdy nie widziała. Parę razy pozwolił jej wyjść na znajdujący się na tyłach budynku duży ogród o bujnej roślinności. Polecił nawet, by jeden z trzech codziennych posiłków składał się głównie z owoców, za których słodkim smakiem tęskniła. Odczekał, aż Diva przyzwyczai się do tych nowych warunków, po czym stopniowo zaczął jej wszystko odbierać. Najpierw zostawił jej tylko jedną księgę, później wrócił do serwowania papki, zakazał wychodzenia, a na koniec znów została sama ze sobą w czterech ciasnych i zimnych ścianach. Na dodatek zakazał jej śpiewać w celi, mogła robić to jedynie na bankietach, na które ją zabierał. Ten zakaz Diva łamała najczęściej, nie raz sprowadzając na siebie dodatkową chłostę. Z roku na rok liczba blizn na plecach się zwiększała. Niektóre powoli bledły, inne dopiero się pojawiały. Diva jednak nie potrafiła przestać śpiewać. Starała się nucić tylko wtedy, gdy w pobliżu nie było strażników, lecz czasem tak mocno się w tym zatracała, że nie słyszała zbliżających się kroków. Śpiew był jedynym, czego generał Bortus nie był w stanie tak łatwo jej odebrać, chociaż nie raz groził jej obcięciem języka. Gdy kiedyś została przyłapana na wykonywaniu obrażających go pieśni, myślała, że tym razem już nie uniknie kary. Bortus błyskawicznie otworzył drzwi do jej celi i zanim zdążyła podnieść się z pryczy, już wyciągnął zza pasa krótki miecz. Rzucił się na nią z chęcią mordu wymalowaną na twarzy o rysach równie ostrych co krawędzie broni. Zdążyła się uchylić, zanim przeszył jej gardło na wylot. Ostrze jedynie liznęło skórę, a Bortus nie zamachnął się drugi raz. Przez chwilę rozsierdzony patrzył prosto w szeroko otwarte oczy Divy i opierał ciężkie ramię na jej klatce piersiowej. Potem wyrwał wbity w głąb ściany miecz, wstał i przez moment po prostu świdrował ją wzrokiem. Łudziła się, że zaraz wyjdzie i zamknie drzwi celi, ale on miał w planach coś zupełnie innego. Szybko zacisnął palce na jej kostce, po czym mocno ją pociągnął, jednocześnie zrzucając ją z pryczy. Diva nie była w stanie w żaden sposób zamortyzować upadku, więc boleśnie odczuła uderzenie biodrem o nierówną, kamienną posadzkę. To jednak był tylko początek. Zanim zorientowała się, co się wydarzyło, Bortus już zaczął okładać ją gołymi pięściami po całym ciele. Miała wrażenie, że z każdym kolejnym uderzeniem łamał jej kości. Gdy trafił w głowę, na swoje szczęście straciła przytomność. Nie pamiętała, co się wydarzyło, ale obudziła się obolała na podłodze, z twarzą w małej kałuży krwi, z siniakami i ranami na całym ciele.
4.

Ilustracja koncept

Mijały kolejne minuty, a Diva wciąż była w celi zupełnie sama. Zaniepokoiło ją to zakłócenie wypracowanego w ciągu wielu lat rytmu dnia. Z początku uznała, że to Bortus znowu wymyślił coś, żeby ją pomęczyć. Cisza jednak się przedłużała, a docierające do lochu światło stało się intensywniejsze. Enormus najwidoczniej znajdowała się wysoko na nieboskłonie, co oznaczało, że strażnicy spóźniali się ze śniadaniem już kilka godzin. Nigdy wcześniej im się to nie zdarzyło. Nawet gdy przez jakiś czas nie dostawała jedzenia, to i tak zawsze ktoś przychodził, by nękać ją słownie albo fizycznie. W końcu do jej uszu dobiegło echo kroków odbijających się od wysokich ścian. Zeskoczyła z pryczy i dwoma krokami pokonała odległość dzielącą ją od drzwi. Z grymasem bólu na twarzy zacisnęła dłonie na lodowatych prętach, spoglądając najdalej, jak się dało. Po chwili dostrzegła trzy pary stóp, właściciel jednych z nich nie nosił charakterystycznych sandałów. Schowała się w głębi celi, jeszcze zanim zobaczyła twarze kroczących po schodach osób. Była w stanie rozpoznać odgłos ciężkich, długich susów stawianych przez generała Bortusa. Domyślała się, że szedł razem z jednym ze strażników, jednak nie potrafiła odgadnąć tożsamości trzeciego mężczyzny. Nie spodziewała się niczego dobrego. Coraz głośniejszy tupot obudził kolejne wspomnienia zapisane w jej umyśle. Pamiętała, jak prowadzili ją tu po raz pierwszy. Jak bardzo się szarpała i bezsilnie próbowała zerwać kajdany krępujące jej ręce. Starała się oszukać strażników, przez moment wypełniając ich rozkazy, a sekundę później rwąc się do ucieczki. Za każdym razem po kilku krokach boleśnie zaciskali wielkie palce na jej przedramionach i ciągnęli ją za sobą. Diva była silna, ale nie na tyle, by skuta przeciwstawić się trzem bezwzględnym mężczyznom. Mimo tego nie zrezygnowała ze stawiania oporu nawet przy samych drzwiach celi, przez co pachołki Bortusa niemal wrzuciły ją do środka. Nie mając szans za zamortyzowanie upadku rękoma, boleśnie uderzyła brodą w chropowatą kamienną posadzkę. Leżała tak przez chwilę, cicho szlochając. Nie rozpaczała jednak nad swoim losem, lecz nad tym, co wydarzyło się w jej wiosce. Nad wszystkimi straconymi i uwięzionymi istnieniami.
5.

Ilustracja koncept
Teraz Diva nie miała już siły stawiać oporu. Wciąż nie pogodziła się ze stratą, ale nauczyła się z nią żyć. Jej ówczesna rozpacz przerodziła się w całkowitą bezradność, na którą nie było żadnego lekarstwa. Diva wciąż była młoda, ale znacznie bardziej doświadczona niż wtedy, gdy ją pojmano. Z tego też powodu postanowiła skulić się pod ścianą, jeszcze zanim pierwsze uderzenia spadną na jej plecy. Nakryła głowę przedramionami i tylko z ukosa spoglądała na drzwi celi. Mimo tego nie zdołała ukryć zaskoczenia, gdy przez pręty oprócz Bortusa i podobnie ubranego do niego strażnika dostrzegła jeszcze siwego mężczyznę drobniejszej od nich budowy. Jego włosy zlewały się w jedno z długą srebrzystą brodą. Gdy patrzyła w bystre oczy, automatycznie zaczęła przywoływać z pamięci już nieco zatarte wspomnienia. Nieznajomy kogoś jej przypominał, jednak przerażona obecnością generała i strażnika nie była w stanie tak szybko pojąć kogo. Dopiero po chwili zrozumiała, że to ten sam karzeł, który przynosił do jej wioski różne księgi. Diva dobrze czuła, że coś się stało. Przyzwyczajona do samych złych wydarzeń założyła, że to też takie będzie. Gdy nieznajomy postawił krok w jej stronę, mocniej skuliła się pod ścianą. Zaczęła niekontrolowanie drżeć, gdy zbliżył się jeszcze bardziej. Krążyła wzrokiem między nim a wyraźnie niezadowolonym Bortusem. Generał wyglądał, jakby miał zaraz wyciągnąć zza pasa bicz i znów uderzać nim w jej ciało, aż od momentu, w którym Diva straci przytomność. – Nazywam się Gabriel del Ciego. Nadchodzą nowe czasy, a Imperium o tobie nie zapomniało, Divo – oznajmił karzeł opanowanym niskim głosem. W bezruchu czekał, aż kobieta skieruje na niego spojrzenie i dopiero wtedy zdecydował się mówić dalej. – Zabierz, co masz. Od dzisiaj jesteś wolna, już nigdy nie będziesz w niewoli. – To się jeszcze okaże – mruknął Bortus, posyłając swojej ulubienicy drapieżny uśmiech. Gdy tak schylał głowę i patrzył spod ściągniętych brwi, kojarzył jej się z dzikim zwierzęciem. Diva nie pytała Gabriela o szczegóły. Nie zamierzała niczego zabierać, mimo że kilka rzeczy by się znalazło. Nie chciała mieć z tym miejscem nic wspólnego, a już szczególnie nie chciała, by coś przypominało jej o okrutnym generale. Wszędzie byłoby jej lepiej niż tutaj z nim.
Ciąg dalszy nastąpi...
Rozalia Siarkowska
In mind stories:
Użądlenia i obrzęki
Wyprawa na Sengrath
INNE
Wystąpili:
- Diva
- Gabriel zwany ślepcem
- General Bortus Vipsanius Scipio