Ksiega Trzech

CERBER

REPO

PL / EN

Sygnal

Karta 1

    Karta 1  >

Mirra

Planeta Repo, w galaktycznych regionach Klanu Corso. Ekspansja Imperium trwa. Po sukcesach kampanii przeciwko Bruse, na planecie Repo odbywa się spotkanie trzech klanów: Umerii, Armoni i Corso, aby ustalić strategię wobec nowo napotkanej cywilizacji.

Przez Greentaque przelewał się tumult i gwar wraz z każdą istotą, która kroczyła ulicą. Nieznośnie dudnił, przesączając się do uszu Mirry. Wwiercał się w umysł energicznym rumorem pełnym pokrzykiwań, śpiewów, śmiechu i dźwięku instrumentów, kłótni, hałasów pojazdów. Pośród licznie przybyłych istot z całego imperium można było znaleźć rekiny finansowe węszące w poszukiwaniu nowych inwestycji, a także tych, co jedynie chcieli się zabawić. Niektórzy szukali okazji na przygody, jeszcze inni na egzotyczne romanse. Repo pod władaniem klanu Corso nie było rodzinnym, przyjaznym miejscem na pikniki, jednak miasto rozwijało się w niesamowitym tempie, co z dumą pokazywali liderzy klanu Corso, organizując wielki festyn.
Greentaque było nowoczesne, jednak pielęgnowało w sobie ducha folkloru, który był elementem zaimplementowanego projektu genetycznego przyspieszonej ewolucji na planecie Repo. Do miasta zjeżdżało coraz więcej zainteresowanych niezwykłym wydarzeniem, a ożywiona atmosfera wokół piramidy Zidic spowodowała podwojenie liczby straży Imperium Sap. Wysoki szczyt piramidy górował nad resztą budynków, przypominając mieszkańcom, że panujący klan trzyma wszystko w żelaznym uścisku.
Mirra postawiła kołnierz okrywającego ją płaszcza ze splecionych włókien bambusowych i wychynęła zza zaułka, łącząc się ze świętującą zgrają wszelkich ras i maści. A było co celebrować, bowiem na planetę Repo mieli niebawem przybyć reprezentanci Rady Klanów Armonii, Corso i Umerium, rozpoczynając kolejną kosmiczną konkwistę Imperium.
Ekspansja Imperium przez niektórych była uważana za jego główny cel, niczym paliwo wzmacniające władzę, szanse pomnażania bogactwa, umożliwiająca dostęp do cennych surowców i poszerzanie wpływów. Dla wielu była to okazja na wspięcie się po społecznej drabinie, zwłaszcza dzięki kanałom czarnego rynku, które żywiły wiele planet. Niektóre klany wręcz zacierając ręce na myśl o zyskach, jakie mogły osiągnąć na podbiciu nowej cywilizacji. Gospodarze Repo również czekali na pomnożenie swoich wpływów, organizując huczne uroczystości i pokazując rozwojowy sukces podbitej planety. Jednak sam Imperator był daleki od ciągłych spekulacji o korzyściach finansowych. Przenikliwy umysł i cierpliwość tego jednego z najstarszych Homo Deus skupiały się tylko i wyłącznie na artefaktach oraz rozwijaniu niezwykłych technologii, a podległe mu klany dostarczały mężczyźnie wszystkiego, czego potrzebował. Dla Imperatora każdy nowy świat to kolejne zdobyte dane i wiedza, które mogły być przydatne do dalszego rozwoju lub zapomniane na wieki.

Mirra krążyła wokół rozmaitych istot, przypominając sobie o historii planety. Repo posiadało bogate złoża surowców wykorzystywane w każdym zakątku imperialnym. Siły grawitacyjne wewnątrz planety umożliwiały stworzenie węzła dystrybucyjnego z trzema dużymi piramidami. Ponad osiemdziesiąt procent wszystkich drzew stanowił gatunek quercus, połączony symbiozą z Ips Arachin, mikroskopijnym pajęczakiem żyjącym wewnątrz rośliny. Stworzenie tworzyło niewielkie kanaliki, wzmacniane włóknem powstającym w efekcie zakrzepnięcia wydzieliny gruczołów przędnych, zbudowane z włókien fibrynowych sklejonych serycyną. Quercus było mocniejsze niż stal i o wiele bardziej elastyczne. Cennego materiału pożądano w całym Imperium. Wśród szerokiego zastosowania nie mogło zabraknąć militariów – z surowca tworzono lekkie pancerze, a także wytrzymałe skafandry do spacerów kosmicznych czy do przechadzania się po obcych planetach w nieprzyjaznych dla przybyszy atmosferach.
Zamyślona nad tym fenomenem biogenetycznym Mirra z uwagą wybierała uliczki, którymi szła. Choć czasem z mroku alejek obserwowały ją jaskrawe gadzie oczka, szła najkrótszą droga, bo nie lubiła się spóźniać. Wreszcie dotarła do wyłożonego brązowym kamieniem placu. Miejsce huczało w dzień handlowy. Sprzedawcy przekrzykiwali się, oferując aromatyczne przyprawy, świeże mięso i owoce, a i kufel trunku można tu było dostać. Choć kiszki skręcały się jej w supły, Mirra minęła plac łukiem i skręciła w ciasną uliczkę. Tutaj harmider złagodniał, pozwalając kobiecie wyciszyć się i zebrać myśli. Minęła mały magazyn z suszonymi liśćmi canos, które Reptylianie skręcali i palili, po czym ich łuskowata skóra nabierała różnych barw. Dawało to im przyjemne, relaksujące odprężenie.
Dokładnie rejestrowała każdy szczegół alejki, wypatrując ewentualnych zagrożeń. Lata spędzone na szpiegowaniu dla klanu Armonia wyrobiły w niej automatyczne nawyki wyszukiwania niebezpieczeństwa. Ściany wnoszących się po bokach uliczki domostw porastał skrzący się srebrzyście bluszcz. W powietrzu fruwały ćmy i świetliki. Jakaś dziwna krzyżówka kota z jaszczurką jak cień przemknęła przed jej nogami, znikając tak szybko, że kobieta nie zdążyła rozpoznać gatunku.
Wreszcie dotarła do drzwi, na których niebieską farbą namalowano głowę żerdacza, licznie występującego w lasach Quercus gatunku dzikiej świni. Zwierzę było przysmakiem tubylców, którzy z chęcią urządzali na nie polowanie.
Mirra weszła do pomieszczenia. Przywitał ją gęsty aromat kadzideł i gryzący w nozdrza dym z fajek z canosem. W licznych wnękach ustawiono stoły i sofy, w których klienci zapijali smutki czy poprawiali sobie humory. Z tyłu sali siedzieli Hom Sap z bliźniaczej planety Hollyv. Poznała ich po błyszczących zimnem metalu wszczepach. Umieszczali je w różnych częściach ciała i choć były powszechne na ich planecie, to w Mirze taka ingerencja w organizm wywoływała dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Kilka stolików w lokalu zajęli dominujący na Repo reptilianie. Wielu grywało w karty czy pobrzękiwało żetonami. W oddali stała stara szafa grająca z chlubnym napisem „Top 1000 najlepszych utworów listy SoloFun”, jednak ku uldze Mirry nie skrzeczała żadnym hitem.
Na środku pomieszczenia ustawiono bar. Za ladą krzątał się barman – tutejszy reptilianin. Gdy ich spojrzenia się spotkały, skinął głową w głąb lokalu. Mirra skierowała się we wskazanym kierunku. Czekała na nią zakapturzona postać w długim płaszczu w kolorze piasku. Jak oryginalnie, pomyślała, uśmiechając się delikatnie.

Mirra Brasimalavi i Del
    Karta 1  >